PIŁKA NOŻNA - SENIORKI

Sezon 2016/2017

Statystyki


Odwiedza nas 1 gość

"TOP 5 - czyli pięć pytań do..." Drukuj
Kolejną osobą, która odpowie na pięć konkretnych pytań o sobie w cyklu "TOP 5 - czyli pięć pytań do..." jest Marcin Korch. Kiedy rozpocząłeś swoją przygodę z koszykówką?
- W wieku 9 lat, a tak na poważnie to w 8 klasie podstawówki. Najpierw trening lekkoatletyczny z którego biegłem na zajęcia juniorów piłki nożnej Tura, a jeszcze później na trening koszykówki do trenera Waleriana. Tak trwało do końca szkoły średniej. Doszły mecze w seniorach w nogę i w kosza, więc trener Walerian postawił mnie przed wyborem... "albo tu, albo tam" no i wybrałem kosza.


W zespole grałeś przez długi okres czasu. Mógłbyś opisać jak na przestrzeni tych lat drużyna się zmieniała?
- Na początku było ciężko grać z dużo starszymi kolegami. Bardzo dużo im zawdzięczam Jóźwiuk, Szczurewski, Pawluczuk, Koc, Sac, Sawicki, Ostrowski - to była paka. Kiedyś nawet bym nie pomyślał, że przyjdzie mi grac teraz z ich dziećmi. Zaraz potem zespół został odmłodzony, typowa amatorska drużyna. Wyniki pojawiły się szybko. Wygraliśmy III ligę i graliśmy w barażach w Lesznie. Praktycznie ten sam skład probował rok później w barażach z Radomiem.
Później pojawił sie Paweł Miszczuk z pomysłami. Ściągnął trenera Olesiuka i ta machina ruszyła. Doszli doświadczeni zawodnicy po ekstraklasie: Głodź, Zbrożek, Zakrzewski. Mimo tego również wtedy drużyna minimalnie przegrała mecz barażowy z Pułaskim Warszawa, ale co się odwlecze to nie uciecze. W nowym sezonie grającym trenerem został Andrzej Sinielnikow, no i tym razem się udało, chociaż część drużyny to były nowe twarze z Białegostoku.
Przed pierwszym sezonem w II lidze odeszło paru dobrych chłopaków, doszło kilku nowych i ogrywaliśmy się. Przed obecnym sezonem praktycznie wszyscy odeszli z poprzedniego składu. Zespół bez wzmocnień i wyniki widać.

Raz było dobrze, a raz było gorzej, ale jak oceniasz współprace z Andrzejem Sinielnikowem?
- Prywatnie bardzo szanuje Andrzeja i nic złego o nim nie powiem, ale jeśli chodzi o koszykówkę to powiedzmy relacje przeplatały się. Raz były dobre raz złe, zresztą większość zawodników, którzy odeszli też to pewnie powiedzą. Wszyscy by tu wrócili, nie chodzi o finanse, chodzi o niego. Jak u innych i we mnie zabił pasje do koszykówki. Mimo tego nadal uważam, że dużo się nauczyłem od niego i każdy bardzo dużo wyniósł z treningów. Uważam że jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu, ale te relacje gdzieś sie popsuły. Miałem ambicje by grać. Zresztą dużo ludzi zauważyło, że potrafiłem mobilizować chłopaków i jak przebywałem na parkiecie to drużynie szło. Często rozmawialiśmy, prowadziliśmy rozmowy telefoniczne. Przynajmniej dwa razy  - tj. przed sezonem i po meczu kiedy najpierw wyrzucił mnie do szatni w przerwie meczu, a później wyszedł w trakcie meczu - wstawiłem się i prosiłem by kierownictwo klubu go nie zwalniało, bo drużyna na tym ucierpi. On tego nie docenił, nawet po moim ostatnim meczu nie podał mi ręki.

Co Ciebie skłoniło do podjęcia takiej decyzji, jaką była rezygnacja z gry w Turze?
- Zrezygnowałem z gry nie z powodów finansowych, bo mogą zaraz pojawić się takie insynuacje, ale z tego powodu, że gdy zespół został poważnie osłabiony nadal moja sytuacja w drużynie się nie poprawiła. Trudno jest łączyć pracę do późnych godzin wieczornych i w ciągu ok. 30 minut biec z drugiego końca miasta, żeby zdążyć na trening. W ciągu kilku miesięcy straciłem przez kosza dwie prace, do tego dochodziły problemy osobiste. Jednak poświęcałem się, lecz nie sposób poświęcać się tak cały czas i później pojechać w Polskę kilkaset kilometrów, żeby zagrać 2-3 minuty. Tak samo było w meczach u siebie. O swojej decyzji poinformowałem zespół i trenera przed meczem. Myślałem, że w tym meczu dostanę więcej szans żeby pożegnać się z kibicami, ale trenerowi się to widocznie nie spodobało. Byłem zły, że nie mogę dostać szansy ten jeden raz. Wyszło jak wyszło, nie to nie, nie mam zamiaru być dla niego zapchajdziurą. Wynik z Radomiem mógłby być o wiele niższy, ale nie dał mi szansy, a mój półminutowy występ zakończony faulem, był efektem mojej złości i frustracji za co przepraszam kolegów i kibiców. Jednym słowem zniechęciłem się i znienawidziłem basket. Tyle czasu poszło na marne.

Czy jest jeszcze szansa, że kiedyś wrócisz na parkiet?
- Łącznie poświeciłem klubowi około 15 lat mojego życia i w podzięce potraktowano mnie jak śmiecia, więc po co pchać się tam, gdzie nie jestem potrzebny?


  Skomentuj

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę, by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść, jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
Adres e-mail
Adres WWW
Tytuł:
Komentarz:

Ochrona:* Code

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
...