"TOP 5, czyli pięć pytań do..." Drukuj
 W dzisiejszej części TOP 5 wystąpi Przemysław Sarosiek. Sędzia IV ligi, I ligi futsalu, członek Zarządu Podlaskiego ZPN, sekretarz Komisji Futsalu Podlaskiego ZPN, rzecznik prasowy i twórca oraz redaktor naczelny portalu piłkarskiego www.podlaskizpn.org
 
Sędziował Pan I rundę halowego Pucharu Polski w futsalu w którym wystąpił zespół Alfa Bielsk Podlaski. Jak ten zespół zaprezentował się na tle zespołów występujących w III lidze futsalu? Poradził by sobie na tym szczeblu rozgrywek, czy poziomem bliżej jednak do IV ligi futsalu?
- To ciekawa drużyna, w której grało kilku równie ciekawych zawodników. Głównym "motorem" był Piotr Pawluczuk, który w futsal grał - o ile pamiętam - w Heliosie Białystok i zaliczył chyba nawet epizod w II lidze futsalu z tym zespołem. Bielska Alfa wypadła w Halowym Pucharze Polski naprawdę nieźle. Do awansu zabrakło szczęścia i doświadczenia, bo futsal jest widowiskową, dość łatwą ale trochę specyficzną odmianą piłki nożnej. W mojej opinii miałaby pewne miejsce w środku trzecioligowej tabeli, bo nawiązała równą walkę z Unipaszem i Dragonem - trzecioligowcami, którzy awansowali. I powiem tylko, że uznałbym to za niepowetowaną stratę, gdyby w przyszłym roku bielskie drużyny - które mają naprawdę ogromne tradycyje w rozgrywkach halowej piłki nożnej - nie zagrały w III lidze. Zwłaszcza, że liga ma zostać  powiększona do 12 zespołów i rezerwujemy dwa wolne miejsca dla ekip spoza Białegostoku. Myślałem o Bielsku Podlaskim i Łomży.

Na razie jest to wstępna propozycja, ale skąd się ona wzięła, żeby zwycięsca przyszłorocznej Miejskiej Ligi Halowej miał zagrawantowany bezpośredni awans do III ligi futsalu, bez konieczności rozgrywania IV ligi?
- To na razie bardziej tylko koncepcja a nie konkret. Możliwe jest, że bielska ekipa uzyska nawet prawo awansu w nowym sezonie 2008/2009, możliwe że dopiero za rok. Miejska Liga Halowa w Bielsku Podlaskim może uzyskać patronat Komisji Futsalu Podlaskiego ZPN o ile zechce grać futsal. To byłoby znaczne ułatwienie i dla centrali i dla bielskiej halówki. Byłyby jasne przepisy obowiązujące w całym kraju i poza nim, zostaliby przeszkoleni miejscowi sędziowie, a w razie jakichkolwiek protestów Białystok byłby instancją odwoławczą i służyłby pomocą. Pomysł, by mistrz awansował do III ligi jest jak najbardziej do rozważenia, tak samo jak do rozważenia jest nadanie miejskiej lidze statusu jednej z grup IV ligi.

Jest Pan członkiem zarządu Podlaskiego Związku Piłki Nożnej, a ostatnio odbyła się narada przedstawicieli zespołów IV ligi z Podlaskim ZPN dotycząca wymagań licencyjnych na grę w III lidze. Zakładając, że Tur zajmie pozycję premiującą awansem, czy dużo musiałoby się zmienić w bielskiej infrastrukturze stadionu lub klubie, żeby spełnić wymogi licencyjne do gry w III lidze?
- To, że jestem członkiem Zarządu Podlaskiego ZPN ma niewiele wspólnego z procesem przyznawania licencji. Zarząd powołuje Komisję Licencyjną, ale potem - przynajmniej teoretycznie - nie ma wpływu na jej decyzję ani nawet nie rozpatruje odwołań. Ale ponieważ dość poważnie traktuję swoje obowiązki w związku zarówno w roli sędziego jak i działacza to orientuję się w warunkach licencyjnych. Także tych związanych z III ligą. Bielsk ma naprawdę zadowalającą infrastrukturę stadionową i wystarczy tylko trochę wysiłku, by w pełni odpowiadała ona trzecioligowym wymaganiom. Pierwsza kwestia to sprawy bezpieczeństwa. Niektóre mecze IV ligi wykazały, że z tym bezpieczeństwem bywa różnie... Największe zastrzeżenia budzi bezpieczeństwo przejścia z boiska do szatni i zabezpiecznie szatni. Druga to tzw. szlaki komunikacyjne. Nie może być tak, że drogi zawodników, sędziów i publiczności się krzyżują, bo albo znacznie zwiększy się liczba ochroniarzy (nawiasem mówiąc ile musiałby ich być, żeby powstrzymali np. kilkadziesięciu agresywnych kibiców z Bielska lub z zespołu gości) albo trzeba będzie znaleźć inne wejście dla kibiców na główną trybunę.

Sędziował Pan wiele meczów z udziałem Tura. Jak wspomina i ocenia Pan te spotkania?
- Sędziowałem sporo spotkań Tura - w tym także w Bielsku Podlaskim. Domyślam się, że reakcja bielskiej publiczności na moje nazwisko bywa niekiedy... bardzo spontaniczna i trudno byłoby w dyplomatyczny sposób opisać te reakcje. Odpowiedź na tak postawione pytanie podzieliłbym jednak na dwie części.
Pierwsza: jeśli zapamiętuję mecze - a te w Bielsku i te z udziałem Tura trudno zapomnieć - to pod kątem stopnia trudności zawodów, emocji zawodników i publiczności i meczowych oraz pomeczowych reakcji zawodników, działaczy, kibiców i trenerów. Zawody z udziałem bielskiej drużyny pod tym względem są niezapomniane.
Druga: doskonale wiem jakie wywołuję emocje wśród kibiców - zwłaszcza z Bielska. Mecze tutaj sędziuje się bardzo trudno i niewielu znam sędziów, którzy chętnie tutaj jadą. Presja jest duża, komfort pracy dość średnim choć są i plus - świetna murawa, ogromne emocje, które sprawiają, że adrenalina krąży w żyłach i przeważnie dobry - pod względem sportowym poziom. Wracając jednak do bielskich kibiców. Skłamałbym gdybym powiedział, że ich lubię i byłbym zdziwiony gdybym uznał, że ja cieszę się ich sympatią. Mam jednak spory szacunek dla nich, że wiernie wspierają swój zespół, mają zorganizowany klub kibica, emocjonalnie reagują na swój zespół i zawsze - ale to zawsze - go wspierają. Niestety - przy okazji - sędzia jest dla nich zawsze wrogiem, zawsze dostrzegają tylko jego błędy. Z ich punktu widzenia stoimy po dwóch stronach barykady. Sędziowie są jednak tylko ludźmi i mylą się równie często co pozostali ludzie. Ja zresztą pewnie nawet częściej niż reszta sędziowskiej populacji. Warto jednak pamiętać, że brak tolerancji na trybunach pogarsza jednak komfort pracy i sędzia pod ogromną presją myli się częściej. Efekt jest wtedy odwrotny do oczekiwań.
Warto też wspomnieć, że sędziowanie jest niewdzięcznym zajęciem. Nikt nie pamięta dobrych decyzji w czasie meczu, a tych - statystyki nie kłamią - jest jednak więcej niż tych złych. Mimo to po meczu znakomita większość fanów, zawodników i trenerów pamięta tylko to co ich zdaniem było złe. Bardzo rzadko zdarza się, że pamiętają o drugiej stronie medalu. A szkoda...
 
Mało jest takich meczów w IV lidze, a nawet w III jak okrzyknięty spotkaniem derbowym mecz: Tur - Cresovia Siemiatycze. Sędziował Pan kilka razy te zawody. Czy sędzia odczuwa atmosferę takich spotkań i czy w grze zawodników również można zaobserwować większą rywalizację, więcej zagrań nieprzepisowych?
- Nie liczyłem ile razy sędziowałem mecze Cresovii i Tura. W mojej pamięci zapisały się conajmniej 4 takie mecze. Niosły ze sobą zawsze ogromną presję i emocje. W takich spotkaniach - a w naszej IV lidze nie ma zbyt wielu meczy o takich ładunku emocjonalnym dla zespołów i dla kibiców - trzeba bardzo uważać. Drobny błąd przy bardzo agresywnym zachowaniu kibiców obu ekip powoduje, że w spokojnym na pozór meczu na boisku zamiast gry nagle zaczyna się bitwa. Dlatego takie mecze są tak trudne, bo trzeba mieć oczy dookoła głowy. Dochodzi rzecz jasna jeszcze element presji ze strony kibiców. Nie znam recepty na prowadzenie takich meczy, może jej nie ma... Wiem tylko, że najgorsze co można zrobić w takim meczu to schować głowę w piasek i unikać tzw. kontrowersyjnych decyzji. Skoro wyszedłem na boisko, zdecydowałem się wziąć gwizdek i poprowadzić ten mecz to nie po to żeby udawać, że czegoś nie widzę. Mówiąc inaczej - jak się miało odwagę wyjść na boisko to trzeba mieć odwagę podjąć decyzję. W momencie kiedy ją podejmuję - zwłaszcza w derby południowego Podlasia - nie myśleć o konsekwencjach ale o tym co się widziało i jak się ten fakt ocenia. Co do niesportowych zagrań - powiem jedno: piłkarzom w takich meczach często puszczają nerwy i  to akurat zrozumiałe. Nerwy zawsze im jednak puszczały z powodu ogromnego zaangażowania i ambicji. I Cresovia i Tur - choć pewnie zabrzmi to dla wielu sędziów jak herezja - mają jednak mój szacunek, bo nie przypominam sobie w ich wykonaniu zwykłego boiskowego chamstwa i łobuzerii. Wiem, że i tu i tam są zawodnicy często karani kolorowymi kartonikami, ale akurat ja nie miałem okazji przekonać się o tym. Może miałem szczęście? Dlatego cenię sobie piłkarską drużynę Tura choć nie przepadam za jego kibicami. Często dawali mi do wiwatu. Ale - jak pisałem szanuję ich - za wierność barwom i wielkie zaangażowanie. Może kiedyś i ja w rewanżu będę się cieszył ich szacunkiem... Nie tracę nadziei.

Krzysztof Grodzki



  Skomentuj

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę, by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść, jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
Adres e-mail
Adres WWW
Tytuł:
Komentarz:

Ochrona:* Code

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
...