"TOP 5, czyli pięć pytań do..."
 Kolejną osobą związaną w przeszłości z Turem, którą przedstawiamy w "TOP 5" jest Paweł Surynowicz.

Co obecnie robi Paweł Surynowicz?
- Zajmuję się tym, co zawsze mnie kręciło, a wiec dziennikarstwem. Od kilku lat próbuje swoich sił jako dziennikarz, piszę do kilku tytułów, a ostatnio pełnię funkcję redaktora naczelnego pierwszego portalu sportowego na Podlasiu - sportowepodlasie.pl Czyli obserwuję teraz piłkarzy i doskonale wiem, co czuli inni gdy widzieli zespoły trzecio- czy czwartoligowe.

Do zespołu Tura trafiłeś w 2004 roku z III ligowej Warmii Grajewo, w której wspólnie z Maksymem Myrwą byłeś najlepszym strzelcem. Co zadycydowało, że zmieniłeś III ligę na IV?
- Były to głównie względy osobiste, ale również związane z ciągłymi dojazdami i niemożnością pogodzenia codziennych treningów z pracą zawodową. Pracowałem wówczas w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego i Turystyki w Supraślu i mimo iż ciągłe dojazdy były bardzo uciążliwe, zarówno dla mnie jaki i moich pracodawców, to jednak dzięki ich uprzejmości mogłem kontynuować grę w piłkę, co było dla mnie wtedy bardzo ważne. Niewiele jest poza piłką rzeczy, które uwielbiam dozgonnie. Postanowiłem jednak zrezygnować z Warmii, bo nie mogłem w 100% poświęcić się graniu, i pracy. Musiałem wybrać. To był jeden z powodów. O innych nie ma sensu mówić.

Jak wspominasz ten rok gry w Bielsku? Tam również byłeś najskuteczniejszym strzelcem, zdobywając w sezonie 2004/2005 18 bramek.
- Chciałoby się powiedzieć, szkoda, że tylko rok... Mieliśmy wtedy niezłą paczkę, jak na IV ligę, a ja szczególnie jesienią byłem w prawdziwym sztosie :) Strzelałem jak na zawołanie, ale moim zdaniem za mało, bo okazji miałem ze trzy razy więcej. Grę dla Tura wspominam jednak chyba najprzyjemniej. Byliśmy w końcu trzecią drużyną rozgrywek i praktycznie każdy się z nami liczył. Podobała mi się atmosfera na meczach, choć jednego pana zapamiętałem niezbyt przyjemnie, ale od tego jest stadion, żeby wykrzyczeć się, odreagować. Graliśmy dobrze, momentami bardzo dobrze, ale to nikogo nie powinno dziwić, bo skoro ma się takich partnerów jak Piotrek Pawluczuk, Jarek Wawrzeniuk, Piotrek Mińko czy bracia Kulhawikowie, to nie może nie wyjść. Oczywiście zawswze można było lepiej, ale myślę, że nie było aż tak źle. Szczególnie zapadł mi w pamięci mecz z Supraślem w Bielsku, kiedy po 60 minutach przegrywaliśmy 1:3, by po kilku minutach wygrywać 4:3. Byliśmy zdolni do wszystkiego...

Po odejściu z Tura grałeś jeszcze w Warmii Grajewo i Supraślance Supraśl. Później jednak zrezygnowałeś z gry, dlaczego?
- Wróciłem do Warmii praktycznie rzutem na taśmę. Tur się "posypał", a mnie chodził już po głowie rozbrat z piłką. Byłem trochę zmęczony, poza tym w pewnym momencie pojawiają się inne priorytety w życiu i zabawa w futbol przestaje bawić. Po prostu przegrywa w konfrontacji z rodziną, dziećmi itd. Oczywiście znam wielu kolegów - piłkarzy, którzy grają jeszcze dziś mając po 40 lat i więcej i jakoś dają radę, ale mnie to jakoś nie satysfakcjonowało. Z kolei nie mogłem na maksa poświęcić się już piłce, bo nie było to zawodostwo. Postanowiłem jednak jeszcze wrócić do Warmii i wystarczył jeden telefon bym, znów reprezentował ten klub. Znów było przyjemnie, bo awansowaliśmy do III ligi, a ja znów strzelałem fajne gole. Później jednak musiałem odejść, bo z jednej strony znów pojawił się problem 150km, które trzeba było codziennie pokonywać, z drugiej nie chciełem "dokładać" do mojej gry w piłkę. Myślę, że dołożyłem chociaż malutką cegiełkę do bogatej historii tego klubu i w Warmii świętowałem swoje piłkarskie jubileusze - setny mecz i gol w lidze. Czułem się związany emocjonalnie z tym klubem i szkoda go było opuszczać, ale potraktowano mnie jak człowieka obcego. Do dzisiaj mam zadrę z tego powodu do pewnych ludzi. Szkoda, że nie dotrzymali swoich obietnic w kwestiach elementarnych i najważniejszych. Zresztą, nie ma co rozpamiętywać. Wszystko jest na papierze :) W Supraślu z kolei było najbliżej mojej pracy, więc stąd pomysł gry w Supraślance, ale w momencie przejścia do tej drużyny byłem już myslami poza boiskiem, co zresztą mecz w Bielsku pokazał najdobitniej.

Czy jest szansa, że jeszcze zobaczymy Cie na ligowych boiskach?
- Nigdy nie grałem w prawdziwej "lidze". W drugoligowej Jagiellonii zagrałem tylkko 10 minut i żal mi dzisiaj, gdy patrzę na młodszych chłopaków - jakie mają warunki do rozwoju, gry itd. Jeśli chodzi o granie to chyba raczej już nie, choć cały czas mnie ciągnie "na plac". Korci mnie by wyjąć z szafy buty i dres i przejść się na trenig. Dostałem ostatnio ciekawą propozycję i zdziwiłem się bardzo, że ktoś jeszcze pamięta mnie, po tak długim czasie bez gry. Miło, ale chyba sobie odpuszczę, bo nie mógłbym poświęcić się w 100% graniu. Ale kto wie? Może ta chęć kiedyś zwycięży... może w Turze ;)

 




  Skomentuj

Napisz komentarz
  • Treść komentarza powinna być związana z tematem artykułu.
  • Komentarze naruszające netykietę będą usuwane.
  • Komentarze promujące własne np. strony, produkty itp. będą usuwane.
  • *Odśwież* swoją przeglądarkę, by dokonać zmiany kodu przed użyciem przycisku 'wyślij'.
  • Zachowaj w pamięci treść, jeżeli pomyliłeś kod.
Imię:
Adres e-mail
Adres WWW
Tytuł:
Komentarz:

Ochrona:* Code

Powered by AkoComment Tweaked Special Edition v.1.4.6
AkoComment © Copyright 2004 by Arthur Konze - www.mamboportal.com
All right reserved